Jeśli pod definicję randki podpada fakt spotkania się dwóch osób po godzinie dziewiętnastej, by zjeść razem kolację i spędzić miło czas przy pogawędce o literaturze i kinematografii, to myślę, że mogę z dużą dozą pewności, powiedzieć, że byłem właśnie na randce. Najzabawniejsze z tego wszystkiego jest to, że nie spodziewałem się, że spotkamy się na osobności - myślałem, że przyjdzie z koleżanką. Cóż, dobrze, że nie zabrałem ze sobą znajomych. ;)
Wiem, że na początku nie patrzyłem się jej w oczy. To chyba przez nerwy. Potem już się uspokoiłem i mogłem się na nich skupić. A było na czym - ma jasne, błękitne tęczówki, które kontrastują z jej bardzo ciemnymi włosami.
Stoczyliśmy bój o to, kto jest w stanie zjeść bardzej słone danie. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie tym - potrawy na naszych talerzach były niemalże białe, ale dzielnie jedliśmy kolejne kęsy. Nie mogliśmy rozstrzygnąć, kto zwyciężył, więc myślę, że będę musiał się przygotować na rundę drugą. ;)
_________________________________________
♫ Poets of the Fall - Lift (Dramadance Remix)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz