Była godzina bardzo wczesna. Po czwartej nad ranem. Stanąłem na ulicy, po której oprócz chłodnego powiewu niosącego zapach wilgoci poruszały się nieczęsto pojedyncze samochody,a po chodnikach snuli się zmęczeni przechodnie. Wziąłem głęboki oddech, dziwiąc się, że Warszawa może być taka rześka z rana, taka dziewicza, jeśli chodzi o brak zapachu spalin i taka wyludniona, gdy czujesz, że potrzebujesz osamotnienia.
Przechodząc przez kolejne skrzyżowania czułem, że narasta we mnie ciekawość tego świata. Tego miejsca, które wydaje się tak niewinne w godzinach jutrzenki, które nabiera rozpędu i nie zatrzymuje się aż do późnej nocy. Ciekawiło mnie to, dlaczego kobieta, która przechodziła obok patrzyła nieobecnym wzrokiem. Dlaczego w grupce imprezowiczów szli, z opuszczonymi głowami, dziewczyna z chłopakiem - jedyna widoczna cecha wspólna, pomimo, iż przeczuwałem, że coś jeszcze ich łączyło. Dlaczego inna mijana para całowała się, jakby jutro świat miałby się skończyć, tak zachłannie dając i biorąc przyjemność w miejscu publicznym.
Poprawiłem kapelusz, przymknąłem oczy i starałem się wczuć w to miasto. Miasto pełne drobnych tajemnic, słodkich niespodzianek i przykrych rozczarowań. W chwilę później odwróciłem się i spojrzałem po dachach odległych budynków. Intensywna barwa pomarańczy rozlewała się coraz bardziej, jednocześnie tracąc swe początkowe nasycenie barwy.
Jest prawie szósta, a ja siedzę na wpół nagi, pisząc tę notkę. Jakaś odmiana od intensywnego życia, które do tej pory mnie pochłaniało. Jakiś element normalności o tej nienormalnej porze.
_________________________________________
♫ Rafael Anton Irisarri - Lit A Dawn
Ostatnio popularnymi wpisami są...
-
Dziewięć minut po północy. Od jakiejś półtorej godziny powinienem spać - zapowiada się przede mną dzień wypełniony intensywną pracą. Nowy pr...
-
Dnia 19. stycznia zostałem zaatakowany przez wampira. Prawdę powiedziawszy, sam jestem sobie winny. Przechodziłem przez nieznane przejście p...
2012-07-28
2012-07-17
Nie to samo?
Ostatnio, kiedy byłem w Warszawie, musiałem trochę poczekać na autobus powrotny, wybrałem się więc na wieczorny spacer. Pewnym krokiem przedzierałem się przez Aleje Jerozolimskie w stronę Rotundy. Mijałem różnych ludzi, ubranych w łachmany i garnitury za minimum dwa tysiące złotych, zakochanych i samotnych, pijanych i przeraźliwie trzeźwych. Ostatnio ta różnorodność jest szczególnie widoczna, choć może już wcześniej tak było i tylko ja zbyt rzadko wychodziłem do ludzi.
W pewnym momencie stanąłem, gdyż przyszedł mi do głowy pomysł. Głupi, szczeniacki wręcz, ale... chciałem odwiedzić pewne podziemne przejście, przez które często się przebijałem, wracając do domu lub jadąc do pracy. Korytarze do peronu, na którym ludzie wsiadali do i wysiadali z wukadek.
Dotarłem tam i coś mi się nie zgadzało. Kolor ścian był inny, niż ten, który zapadł mi w pamięci. Taki... szpitalny? Sam nie wiem. Pod jedną ze ścian siedziała skulona postać. Pod nią leżała wypchana czymś duża torba - taka, jakie dawniej brało się na Stadion Dziesięciolecia. Twarzy opartej na płasko na przedramionach nie dało się zobaczyć. Sam nie wiem czemu, ale stanąłem mniej więcej na wyciągnięcie ręki od tej kobiety i odchrząknąłem. Żadnej reakcji, oprócz wydzielania przykrego zapachu - niemniej to akurat była bierna czynność.
Chwilę później byłem już na peronie, gdzie stała gotowa do podróży kolejka. Siedziały ze trzy osoby, wszystkie z nich były dziewczynami, może trochę młodszymi ode mnie. Dosyć przeciętne. Stwierdziłem więc, że nie ma sensu dłużej tam stać. Spojrzałem na zegar w momencie, w którym czerwone cyfry minut zmieniły się z 37 na 38. Tego zegara też nie pamiętałem.
W drodze powrotnej dałem temu miejscu jeszcze jedną, ostatnią szansę. Skierowałem się do przejścia między peronami i... były odnowione. Mimo ciepła dnia, zawiało chłodem. Dosłownie. Nikły zapach farb mieszał się z typową stęchlizną poczekalni kolejowych. W tym momencie spojrzałem na napis obwieszczający, gdzie znajduje się który peron. Zmieniły się. Nie było już białych, brudnawych tablic, tylko niebieskie plakietki ze zgrabnym białym fontem.
Nic tu po mnie.
_________________________________________
♫ [dźwięki stacji kolejowej i ruchu ulicznego]
W pewnym momencie stanąłem, gdyż przyszedł mi do głowy pomysł. Głupi, szczeniacki wręcz, ale... chciałem odwiedzić pewne podziemne przejście, przez które często się przebijałem, wracając do domu lub jadąc do pracy. Korytarze do peronu, na którym ludzie wsiadali do i wysiadali z wukadek.
Dotarłem tam i coś mi się nie zgadzało. Kolor ścian był inny, niż ten, który zapadł mi w pamięci. Taki... szpitalny? Sam nie wiem. Pod jedną ze ścian siedziała skulona postać. Pod nią leżała wypchana czymś duża torba - taka, jakie dawniej brało się na Stadion Dziesięciolecia. Twarzy opartej na płasko na przedramionach nie dało się zobaczyć. Sam nie wiem czemu, ale stanąłem mniej więcej na wyciągnięcie ręki od tej kobiety i odchrząknąłem. Żadnej reakcji, oprócz wydzielania przykrego zapachu - niemniej to akurat była bierna czynność.
Chwilę później byłem już na peronie, gdzie stała gotowa do podróży kolejka. Siedziały ze trzy osoby, wszystkie z nich były dziewczynami, może trochę młodszymi ode mnie. Dosyć przeciętne. Stwierdziłem więc, że nie ma sensu dłużej tam stać. Spojrzałem na zegar w momencie, w którym czerwone cyfry minut zmieniły się z 37 na 38. Tego zegara też nie pamiętałem.
W drodze powrotnej dałem temu miejscu jeszcze jedną, ostatnią szansę. Skierowałem się do przejścia między peronami i... były odnowione. Mimo ciepła dnia, zawiało chłodem. Dosłownie. Nikły zapach farb mieszał się z typową stęchlizną poczekalni kolejowych. W tym momencie spojrzałem na napis obwieszczający, gdzie znajduje się który peron. Zmieniły się. Nie było już białych, brudnawych tablic, tylko niebieskie plakietki ze zgrabnym białym fontem.
Nic tu po mnie.
_________________________________________
♫ [dźwięki stacji kolejowej i ruchu ulicznego]
2012-05-05
Majówka 2012

Tak oto spędziłem czas w górach, w Zakopanem. Wycieczki z bratem to miła odmiana, a rozmowy to najlepszy sposób na zacieśnianie więzi między nami. Ogólnie więc muszę stwierdzić, że wyjazd się udał.
_________________________________________
♫ [odgłosy potoku, szumu drzew i deszczu]
2012-04-30
Towarzyski wschód słońca?
Powiew chłodnego wiatru przywitał mnie wczesnym porankiem. Była to godzina, o której ostatnie nocne autobusy kończyły swoją trasę. Dopijając piwo, czekałem na SKM-kę do siebie i czułem się zadziwiająco dobrze. Parę godzin wcześniej wypiłem z moim przyjacielem i jego kuzynem dwa litry wódki, zagryzając je porcjami sushi, które własnoręcznie komponowałem. Śmiechu było całe mnóstwo.
Spojrzałem na zegarek. Za jakieś pięć minut odjazd. Szacując zawartość puszki, stwierdziłem, że mam jeszcze połowę piwa. Dobrze, nie będzie mi się chciało tak pić po drodze. A zapowiadał się ciepły dzień.
Z oddali widzę, jak ktoś kieruje się w moją stronę. Bardzo ciemna karnacja skóry, czarne, krótkie włosy. Również trzyma puszkę. Unoszę w jego stronę puszkę i mamroczę pod nosem "cheers".
"Sorry for interrupting, but do you know what time is it?"
"Way to early for me."
Obaj śmiejemy się, po czym podaję mu dokładną godzinę. Zamieniamy jeszcze parę zdań, po czym stwierdzam, że muszę się zbierać na pociąg. Pyta mnie o drogę, tak na sam koniec, bo musi wrócić z kumplami do swojego akademika. I w tym momencie stwierdzam, że już dawno nie gadałem z nikim po angielsku, a poza tym nie chcę jeszcze wracać do domu.
"You know what? It'll be my pleasure to guide you to your dorm."
Parę minut później poznałem jego kumpli. Tak jak on, byli lekko wstawieni, dlatego też mieli świetne humory. Grupką sześcioosobową zaczęliśmy powoli snuć się przez Aleje Jerozolimskie do metra.
"Bitches are crazy, I'm tellin' you, man!" Tak brzmiała puenta naszej rozmowy o kobietach.
Grupka siedząca naprzeciw zarechotała, a mój rozmówca, kiwając głową, lekko się zająknął.
"Sure, but you... you can't live without 'em either."
"True that, mate."
I tak zakończyliśmy rozmowę o naszych partnerkach, a jedynym dźwiękiem, jaki nam towarzyszył, był rytmiczny odgłos wagonu metra obijającego się kołami o tory.
Wracając do domu, uśmiech nie znikał mi z twarzy. Cieszyłem się, że potrafię jeszcze wykrzesać z siebie iskrę spontanicznego działania.
_________________________________________
♫ Fink - Biscuits
Spojrzałem na zegarek. Za jakieś pięć minut odjazd. Szacując zawartość puszki, stwierdziłem, że mam jeszcze połowę piwa. Dobrze, nie będzie mi się chciało tak pić po drodze. A zapowiadał się ciepły dzień.
Z oddali widzę, jak ktoś kieruje się w moją stronę. Bardzo ciemna karnacja skóry, czarne, krótkie włosy. Również trzyma puszkę. Unoszę w jego stronę puszkę i mamroczę pod nosem "cheers".
"Sorry for interrupting, but do you know what time is it?"
"Way to early for me."
Obaj śmiejemy się, po czym podaję mu dokładną godzinę. Zamieniamy jeszcze parę zdań, po czym stwierdzam, że muszę się zbierać na pociąg. Pyta mnie o drogę, tak na sam koniec, bo musi wrócić z kumplami do swojego akademika. I w tym momencie stwierdzam, że już dawno nie gadałem z nikim po angielsku, a poza tym nie chcę jeszcze wracać do domu.
"You know what? It'll be my pleasure to guide you to your dorm."
Parę minut później poznałem jego kumpli. Tak jak on, byli lekko wstawieni, dlatego też mieli świetne humory. Grupką sześcioosobową zaczęliśmy powoli snuć się przez Aleje Jerozolimskie do metra.
"Bitches are crazy, I'm tellin' you, man!" Tak brzmiała puenta naszej rozmowy o kobietach.
Grupka siedząca naprzeciw zarechotała, a mój rozmówca, kiwając głową, lekko się zająknął.
"Sure, but you... you can't live without 'em either."
"True that, mate."
I tak zakończyliśmy rozmowę o naszych partnerkach, a jedynym dźwiękiem, jaki nam towarzyszył, był rytmiczny odgłos wagonu metra obijającego się kołami o tory.
Wracając do domu, uśmiech nie znikał mi z twarzy. Cieszyłem się, że potrafię jeszcze wykrzesać z siebie iskrę spontanicznego działania.
_________________________________________
♫ Fink - Biscuits
2012-03-31
Ja kontra świat (snu)?

Czy kiedykolwiek mieliście sny, w których ktoś lub coś czyhało na Wasze życie? To chyba dosyć częsty motyw koszmarów...
Przez ostatnie parę tygodni miałem sporo złych snów, które teoretycznie zaliczały się właśnie do tej kategorii. Jednak to, co czyniło ich odmiennymi od oklepanych przykładów nocnych mar, było zachowanie bohatera, wokół którego kręci się cała akcja, swoistego pępka tego świata sennego. Mnie.
Dawne sny stawiały mnie w sytuacji, która była z góry spisana na straty, kompletnie beznadziejna. Coś potężnego i niematerialnego zasadzało się na moje życie, a ja musiałem uciekać, niestety zazwyczaj w kółko, pośród ciasnych korytarzy. Kiedy tylko wydawało mi się, że jestem bezpieczny, zdawałem sobie sprawę, iż to coś już tam jest i swoimi mocami stara się mnie zniszczyć, rozszarpać, zdezintegrować. Zazwyczaj, pod koniec wyczerpującego biegu, padałem ofiarą i budziłem się, wstrzymując oddech.
Ale ostatnio coś się zmieniło - i podoba mi się to, nomen omen, strasznie.
Przede wszystkim, za każdym razem zło nabierało ludzkich kształtów. A to, co ma ręce, nogi, głowę, serce i płuca, można spowolnić.
Powstrzymać.
Zranić.
Zabić.
Oczywiście żadnej pewności nie ma, ale powiedzmy sobie szczerze - wtedy czułem, że mam większe szanse, niż podczas potyczki z niewidzialnym obłokiem, którego jedynym sposobem wykrywania było odczuwanie bólu na własnej skórze.
Tak więc wiem, kto pragnie mojego zgonu. Więcej, widzę go, jak zbliża się do mnie. Ma w ręku nóż, broń palną, cokolwiek, czym można bliźniemu zrobić, skutecznie, krzywdę. Tym razem Przedostatni nie sprzeda swej skóry tanio. I choćbym miał zatłuc gołymi rękoma, waląc jego głową o marmurowe schody (a tak już raz w śnie było) - nie poddam się. Będę walczył do ostatniego naboju, do ostatniej kropli krwi. Zwyciężę!
Przypływ adrenaliny i złości, które podsycały determinację w śnie to coś, czego nigdy przedtem nie doświadczałem. To chyba przez to, że ogólnie pozwoliłem na dopuszczenie do głosu swoich negatywnych, wybuchowych emocji w życiu codziennym. Jestem wdzięczny, że miałem okazję zrozumieć tę metamorfozę, jaką zaserwował mi mój własny umysł.
Teraz pora zwyciężać w życiu codziennym.
_________________________________________
♫ Foo Fighters - The Pretender
Subskrybuj:
Posty (Atom)