Puszczała prawie cały czas Nie ma mowy Normalsów. I siedzieliśmy w pokoju, sami, w ciemności. Jedynymi źródłami światła był monitor i księżyc. Ten pierwszy rzucał zimne światło, które nadawało jej twarzy trupi odcień. Z kolei ten jedyny satelita Ziemi wisiał obojętny na wszystko, co miało się wydarzyć tej nocy. No bo dlaczego niby miało być inaczej?
Była zamyślona. Od dłuższego czasu. Zdecydowanie zbyt długiego, by móc uważać, że wszystko jest OK.
Drążyłem temat.
Drążyłem.
I drążyłem.
I trafiłem w samo serce ciemności.
"Chcesz zerwać?" - wypowiedziałem cicho te słowa. Bałem się, że wywołam najgorsze z możliwych zakończeń.
Milczała.
"Powiedz... powiedz, że tego wcale nie chcesz!"
W tym mroku prawie nie zauważyłem, że kiwała głową twierdząco.
Serce ciemności. Czułem okropny chłód. Mięśnie odmawiały posłuszeństwa i drżały. Tak, wydaje mi się, że się bałem.
"Zdradziłam Cię."
... i nagle, zapragnąłem, by to serce mnie doszczętnie pochłonęło.
"Kiedy?" - zapytałem, chociaż tak naprawdę nie było to już istotne.
"Na ostatniej imprezie."
W pierwszym momencie, zacząłem nienawidzić siebie. Za to, że miałem to przeczucie i nic z nim nie zrobiłem. A potem... opuściła mnie prawie do końca energia. Czułem milion ton na moich barkach... Położyłem się więc, a obok ona leżała, płakała i prosiła, bym ją przytulił.
Otworzyłem oczy, zacisnąłem zęby, aż poczułem krew, usiadłem na brzegu łóżka i chciałem go zabić. Po prostu. Zatłuc, bijąc pięściami, aż nic nie zostanie z twarzy. Aż zacznę uderzać o grunt.
Przytuliliśmy się do siebie. Czułem, że to dopiero początek wybojów na drodze życia.
_________________________________________
♫ N/A
Ostatnio popularnymi wpisami są...
-
Dziewięć minut po północy. Od jakiejś półtorej godziny powinienem spać - zapowiada się przede mną dzień wypełniony intensywną pracą. Nowy pr...
-
Dnia 19. stycznia zostałem zaatakowany przez wampira. Prawdę powiedziawszy, sam jestem sobie winny. Przechodziłem przez nieznane przejście p...
2011-03-15
2011-03-05
Istota niebieska?
Dziewczyna i Niebieska dogadują się świetnie. Ostatnio wręcz za bardzo. Obawiam się, że to może osłabić więzy między mną, a Niebieską. Oczywiście, jeśli mam patrzeć na nasze relacje jak na coś trwałego i stabilnego. A było z nami... czy raczej ze mną i nią, bo o "nas" nie powinienem mówić, różnie na przestrzeni ostatnich lat. Na dobrą sprawę nie mam pojęcia dlaczego trzymamy się razem. Czy raczej powinienem to ująć - dlaczego ja cały czas mam ochotę wracać do jej towarzystwa i dlaczego ona jakoś to akceptuje. Jasne, czasami mam wrażenie, że mnie olewa, ale może po prostu jestem już tak bardzo skupiony na sobie, że żadna inna opcja poza "posiadaniem na wyłączność" byłaby dla mnie potwarzą. Może też nie chce dawać mi sygnałów, które mogłyby zostać mylnie odebrane.
I w ogóle - to, co czuję do Niebieskiej jest dla mnie zagadką. Bo tak naprawdę nie potrafię sklasyfikować tego uczucia. Miłość siostrzano-braterska? Oddanie przyjacielskie? Dawny, tlący się płomyk zauroczenia? Do tego mógłbym dodać pytanie, na ile ona mi ufa.
Lubię jej towarzystwo. Jednocześnie tak bardzo się różnimy i tak wiele nas łączy. Ona sama chyba nie zdaje sobie sprawy z tego. No i mam nadzieję, że nie będzie czytała tego tekstu - inaczej poczułbym się absolutnie zawstydzony. ;)
I teraz właśnie się zastanawiam, czy nie stracę jej znów. Czy nie wybierze Dziewczyny jako osoby, która w swposób naturalny nadaje się na przyjaciela, a ja zostanę odsunięty na dalszy plan, jako koło ratunkowe, gdyby coś się popsuło między nimi? A może myślę o tym za dużo i ktoś powinien mi przypieprzyć kijem bejsbolowym w łeb?
_________________________________________
♫ Moloko - The Time Is Now
I w ogóle - to, co czuję do Niebieskiej jest dla mnie zagadką. Bo tak naprawdę nie potrafię sklasyfikować tego uczucia. Miłość siostrzano-braterska? Oddanie przyjacielskie? Dawny, tlący się płomyk zauroczenia? Do tego mógłbym dodać pytanie, na ile ona mi ufa.
Lubię jej towarzystwo. Jednocześnie tak bardzo się różnimy i tak wiele nas łączy. Ona sama chyba nie zdaje sobie sprawy z tego. No i mam nadzieję, że nie będzie czytała tego tekstu - inaczej poczułbym się absolutnie zawstydzony. ;)
I teraz właśnie się zastanawiam, czy nie stracę jej znów. Czy nie wybierze Dziewczyny jako osoby, która w swposób naturalny nadaje się na przyjaciela, a ja zostanę odsunięty na dalszy plan, jako koło ratunkowe, gdyby coś się popsuło między nimi? A może myślę o tym za dużo i ktoś powinien mi przypieprzyć kijem bejsbolowym w łeb?
_________________________________________
♫ Moloko - The Time Is Now
[brak tytułu]
Ja, Przedostatni, z głębin bagna w którym się znalazłem, krzyczę. I pytam. I przeklinam. Wszystko, na czym ten cholerny świat stoi. Wiem co prawda, że sam w sobie nie jest zły. To my, ludzie, potrafimy podręcznikowo pieprzyć wszystkie sprawy. Ale teraz jest mi wszystko jedno.
Czuję się, jakbym był na drodze, która się rozwidla. Z jednej strony droga łatwa, z wieloma przyjemnościami, usłana łatwymi kobietami, morzem alkoholu i zabawą, jakby jutra miałoby nie być. Z drugiej strony droga ciężka, bo wymagająca surowości względem siebie, stanowczości w podejmowaniu decyzji, za to z kimś, kogo kocham na końcu tej drogi.
Wiedziałem, którędy chciałem iść. Do tej pory nie miałem wątpliwości. Byłem gotów na podjęcie radykalnych kroków, by osiągnąć to, co uważałem za słuszne.
Teraz już niczego nie wiem. Stoję więc...
... a czas ucieka.
_________________________________________
♫ Jami Sieber - Long Past Gone
Czuję się, jakbym był na drodze, która się rozwidla. Z jednej strony droga łatwa, z wieloma przyjemnościami, usłana łatwymi kobietami, morzem alkoholu i zabawą, jakby jutra miałoby nie być. Z drugiej strony droga ciężka, bo wymagająca surowości względem siebie, stanowczości w podejmowaniu decyzji, za to z kimś, kogo kocham na końcu tej drogi.
Wiedziałem, którędy chciałem iść. Do tej pory nie miałem wątpliwości. Byłem gotów na podjęcie radykalnych kroków, by osiągnąć to, co uważałem za słuszne.
Teraz już niczego nie wiem. Stoję więc...
... a czas ucieka.
_________________________________________
♫ Jami Sieber - Long Past Gone
2011-01-25
Ostatnie dni? (2)
Naprawdę muszę być głupi. Po co grzebać się w czymś, co nadal sprawia mi przykrość? No ale powiedziałem, że będę opisywał listopad, więc nie mogę teraz się wykręcić. Muszę jeszcze raz przebrnąć przez to... piekło.
Nie pamiętam, który był to dzień listopada. Wiem za to, że to był czwartek. Tak przynajmniej mi się wydaje. I że też człowiek takie nieistotne szczegóły pamięta...
Ogólnie, pamięta się o tym, co chce się wyrzucić z pamięci, a to, co dla nas ważne i istotne gubi się w zakamarkach umysłu. Ale dosyć z tą dygresją, nawet jeśli jest ona szalenie trafna.
... a może to nie był czwartek, a 13. dzień miesiąca? Ten bardzo pechowy...
Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. I gdybym mógł, cofnąłbym czas - nawet jeśli miałbym to zrobić gołymi rękoma, zużywając całą swoją energię, napinając każdy mięsień i spalając się przy tym...
... chociaż z drugiej strony, może to czegoś nas nauczyło?
Tego dnia, tego wieczoru, poczułem dziwne uczucie. Gdzieś w środku, coś po cichutku kiełkowało. Strach? Być może, choć zdawałem sobie sprawę, że przecież moje zachowanie jest irracjonalne. Przecież Dziewczyna może wyjść do swoich znajomych na imprezę, kiedy tylko chce. Przesadzam, powinienem się opamiętać.
Ale w pewnym momencie "chora" zazdrość wygrała ze mną w tej nierównej walce. Zadzwoniłem do niej. Zapytałem, co słychać. Usłyszałem, że domówka jest całkiem udana. Ponad sto osób, alkohol się leje, zabawa ponad wszystko. Trochę po tym telefonie się uspokoiłem. "Widzisz? Wszystko jest w jak najlepszym porządku." Kiełkowanie ucichło.
Była pijana, a myślała o "tym" już od dłuższego czasu. On, nie dość, że również był po wpływem, to jeszcze rzuciła go dziewczyna. Cóż za świetne wytłumaczenie, czyż nie?
"Robiła to w męskiej ubikacji, jak jakaś dziwka. Jak te puszczalskie, szesnastoletnie panienki, na imprezach, po paru piwach..."
Nie, moja Dziewczyna nie jest dziwką, nie jest łatwa, i w ogóle, kurwa mać, nikt nie ma prawa tak o niej mówić!!
Powiedzmy więc, że była to końcówka drugiego tygodnia listopada - oto umiejscowienie w czasie. Żyliśmy sobie, jak gdyby nigdy nic. Ale teraz to w niej coś kiełkowało. Coś, co truło ją od środka. Żłobiło cienie na jej twarzy. Wykrzywiało uśmiech. Coś się działo, a ja nie wiedziałem, gdzie się pali, gdzie się sypie.
_________________________________________
♫ Normalsi - Patologia
PS. I co z tego, że chaotyczny jest ten post? Nie potrafię powstrzymać drżenia rąk, nie potrafię się teraz odnaleźć w samym sobie. A to nie koniec historii...
Nie pamiętam, który był to dzień listopada. Wiem za to, że to był czwartek. Tak przynajmniej mi się wydaje. I że też człowiek takie nieistotne szczegóły pamięta...
Ogólnie, pamięta się o tym, co chce się wyrzucić z pamięci, a to, co dla nas ważne i istotne gubi się w zakamarkach umysłu. Ale dosyć z tą dygresją, nawet jeśli jest ona szalenie trafna.
... a może to nie był czwartek, a 13. dzień miesiąca? Ten bardzo pechowy...
Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. I gdybym mógł, cofnąłbym czas - nawet jeśli miałbym to zrobić gołymi rękoma, zużywając całą swoją energię, napinając każdy mięsień i spalając się przy tym...
... chociaż z drugiej strony, może to czegoś nas nauczyło?
Tego dnia, tego wieczoru, poczułem dziwne uczucie. Gdzieś w środku, coś po cichutku kiełkowało. Strach? Być może, choć zdawałem sobie sprawę, że przecież moje zachowanie jest irracjonalne. Przecież Dziewczyna może wyjść do swoich znajomych na imprezę, kiedy tylko chce. Przesadzam, powinienem się opamiętać.
Ale w pewnym momencie "chora" zazdrość wygrała ze mną w tej nierównej walce. Zadzwoniłem do niej. Zapytałem, co słychać. Usłyszałem, że domówka jest całkiem udana. Ponad sto osób, alkohol się leje, zabawa ponad wszystko. Trochę po tym telefonie się uspokoiłem. "Widzisz? Wszystko jest w jak najlepszym porządku." Kiełkowanie ucichło.
Była pijana, a myślała o "tym" już od dłuższego czasu. On, nie dość, że również był po wpływem, to jeszcze rzuciła go dziewczyna. Cóż za świetne wytłumaczenie, czyż nie?
"Robiła to w męskiej ubikacji, jak jakaś dziwka. Jak te puszczalskie, szesnastoletnie panienki, na imprezach, po paru piwach..."
Nie, moja Dziewczyna nie jest dziwką, nie jest łatwa, i w ogóle, kurwa mać, nikt nie ma prawa tak o niej mówić!!
Powiedzmy więc, że była to końcówka drugiego tygodnia listopada - oto umiejscowienie w czasie. Żyliśmy sobie, jak gdyby nigdy nic. Ale teraz to w niej coś kiełkowało. Coś, co truło ją od środka. Żłobiło cienie na jej twarzy. Wykrzywiało uśmiech. Coś się działo, a ja nie wiedziałem, gdzie się pali, gdzie się sypie.
_________________________________________
♫ Normalsi - Patologia
PS. I co z tego, że chaotyczny jest ten post? Nie potrafię powstrzymać drżenia rąk, nie potrafię się teraz odnaleźć w samym sobie. A to nie koniec historii...
2011-01-18
Ostatnie dni? (1)
Siedzę przed komputerem, zastanawiając się, jak zebrać materiał, który narósł przez cały ten czas, który byłem z dala od Internetu, a przede wszystkim - od mojego bloga. Wydarzyło się przecież tyle rzeczy, że zaczynam doceniać pamięć osoby młodej. Powoli przypominam sobie wszystko, co chcę pamiętać i opisać, ale też i wiele wydarzeń, które chciałbym się pozbyć - choćby i wyciąć skalpelem z mózgu. Ale to niemożliwe.
To było parę dni temu. Stałem na peronie. Absolutnie całą powierzchnię dookoła wypełniała muzyka. To, co było w zapętlonym kawałku, przypominało mi dzikie zwierzę. Dudnienie w uszach bębnów i gitar basowych zaś do złudzenia imitowało pulsowanie rozwścieczonego mięśnia sercowego.
Mojego, by być dokładnym. I sam sobie ten los zgotowałem.
"through these times / I've always held your hand
by your side / everyday you couldn't stand"
Gdy zbliżał się refren, zbierałem tyle powietrza w płuca, ile tylko się dało. Potem było już pełne oddanie się wspomnianej dzikości.
"I'll hold on / to see you rise again
I'll still love / you 'til the bitter end"
Czułem... coś na kształt piekącego uczucia. Wyobrażałem sobie, jak jakaś nieznana siła swoimi szponami rozszarpuje mi, od środka, żyły i tętnice, wysysając z nich... truciznę. Mroczną, jak środek listopadowej nocy. O ironio, wszystkie złe rzeczy działy się właśnie w listopadzie, mam więc prawo uważać ten miesiąc za plugawy. A teraz - czułem się oswobodzony. Przez to, gardło zaczęło odmawiać posłuszeństwa i, jakby dla protestu, zaszło chrypą. I tym bardziej tekst, wręcz wykrzykiwany, brzmiał przejmująco.
"'til the bitter end"
To wszystko zaczęło się podczas mojej nieobecności internetowej, a skończyło tamtego dnia, w tamten wieczór. Happy end, co trzeba podkreślić. Ale o tym wszystkim napiszę innym razem...
_________________________________________
♫ Archive - Again
To było parę dni temu. Stałem na peronie. Absolutnie całą powierzchnię dookoła wypełniała muzyka. To, co było w zapętlonym kawałku, przypominało mi dzikie zwierzę. Dudnienie w uszach bębnów i gitar basowych zaś do złudzenia imitowało pulsowanie rozwścieczonego mięśnia sercowego.
Mojego, by być dokładnym. I sam sobie ten los zgotowałem.
"through these times / I've always held your hand
by your side / everyday you couldn't stand"
Gdy zbliżał się refren, zbierałem tyle powietrza w płuca, ile tylko się dało. Potem było już pełne oddanie się wspomnianej dzikości.
"I'll hold on / to see you rise again
I'll still love / you 'til the bitter end"
Czułem... coś na kształt piekącego uczucia. Wyobrażałem sobie, jak jakaś nieznana siła swoimi szponami rozszarpuje mi, od środka, żyły i tętnice, wysysając z nich... truciznę. Mroczną, jak środek listopadowej nocy. O ironio, wszystkie złe rzeczy działy się właśnie w listopadzie, mam więc prawo uważać ten miesiąc za plugawy. A teraz - czułem się oswobodzony. Przez to, gardło zaczęło odmawiać posłuszeństwa i, jakby dla protestu, zaszło chrypą. I tym bardziej tekst, wręcz wykrzykiwany, brzmiał przejmująco.
"'til the bitter end"
To wszystko zaczęło się podczas mojej nieobecności internetowej, a skończyło tamtego dnia, w tamten wieczór. Happy end, co trzeba podkreślić. Ale o tym wszystkim napiszę innym razem...
_________________________________________
♫ Archive - Again
Subskrybuj:
Posty (Atom)