To już sto postów! Pora na konfetti i fanfary.
[konfetti spada z nieba, dźwięk fanfar roznosi się po ulicach]
Dziękuję. ;)
POCZĄTEK WYMĄDRZAŃ
Prowadzenie bloga jest bardzo ciekawą, ale i niezwykle upierdliwą sprawą. Jak kiedyś Kominek zauważył, dawniej pisanie było o tyle łatwiejsze, że tak naprawdę tworzyło się dla siebie i w sumie... tyle tego dobrego.Nikt nie zważał na to, czy rogi przycisków są zaokrąglone, strona ma wtyczki do serwisów społecznościowych czy też umożliwiała założenie swojego własnego konta z wybieranym przez użytkownika avatarem. Teraz, jeśli chce się zadbać o bloga, trzeba mieć na uwadze jego wygląd, reklamę, pamiętać o chwytach i sztuczkach, ułatwiających zainteresowanie potencjalnego czytelnika. To robota dla więcej, niż jednej osoby - jeśli oczywiście nie prowadzi się bloga taki, jak mój, czyli skupionego tylko i wyłącznie na tym, by przekazywać, co się dzieje u mnie. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.
FORMA
Przedostatni z założenia miał być blogiem bardzo oszczędnym w grafikę i dodatki. Miał się liczyć tekst. Co więcej, strona miała być "lekka" dla komórek. Co się więc zmieniło? Właściwie to niewiele. Co prawda teraz mamy i element linkujący do fan-page'a na Facebooku, jak i notyfikacje w serwisie mikroblogowym blip.pl, nie wspominając już o muzyce, którą bezczelnie kradnę (ale przynajmniej w dobrej wierze). Niemniej te wszystkie rzeczy są tylko po to, by je przetestować. Zawsze byłem ciekawy, w jaki sposób działają te wszystkie mechanizmy promocji, tak więc postanowiłem wrzucić je do kodu strony. Nie liczę na nie wiadomo jakie kokosy z tego - wręcz przeciwnie. Ale zawsze lubię to uczucie, kiedy wszystko, co zostało przygotowane, działa jak należy. I być może dla tego lepszego samopoczucia trzymam te dodatki na blogu.
Bez wątpienia, też dla przyjemności i "wartości edukacyjnych" wprowadziłem odtwarzacz muzyki. Niech czytelnicy dowiedzą się, czym żyję - a muzyka jest bardzo ważną cząstką mnie. Może dlatego, że jestem taki anty-artstyczny w tym, co robię. ;)
W następnym wpisie z serii "Przedostatni" od kuchni - MATERIA, czyli o słowie słów kilka.
_________________________________________
♫ Voicians - In Abeyance
Ostatnio popularnymi wpisami są...
2010-09-22
2010-09-20
Grawitacja o tobie nie zapomni?
"Chłopaku, muszę Ci coś powiedzieć..."
Zaraz, zaraz, ja to już gdzieś kiedyś słyszałem...
Siedziała na łóżku i wzrok jej krążył w okolicach stóp. Raz na jakiś czas podnosiła głowę tylko po to, by zahaczyć wzrokiem o moją głowę, puścić blady uśmiech, który był wymuszony jak cholera, po czym wracała do wcześniejszej pozycji.
To też kiedyś widziałem. Powoli przypominało mi się, z czym to było związane. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy niewidoczna, mikroskopijna szpilka wkłuła się w moje serce, Ona powiedziała:
"Całowałam się z kimś..."
"Poznałam go jakiś czas temu. Naprawdę świetny koleś. Nie myśl, że to Twoja wina, przecież jesteś takim dobrym chłopakiem. Ale musisz wiedzieć, że jestem z nim... Zostaniemy przyjaciółmi?"
Ocknąłem się. Monolog ten na szczęście był echem przeszłości. Nic takiego się teraz nie wydarzyło.
"Myślałam, że powinieneś to wiedzieć..."
"Tak." odrzekłem, po czym przytuliłem ją.
Odkąd dałem zielone światło (po czym je cofnąłem) Ona ma wątpliwości... i chciałaby wykorzystać wolność. Z drugiej strony wie, że to by mnie okropnie bolało i mógłbym mieć wątpliwości odnośnie naszego związku.
A co na to ja?
Naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak można pójść do łóżka z kimś, a potem przyjść do partnera, mówiąc, że to było "nic takiego". Nie mówię tutaj o fantazjowaniu. Nie przesadzajmy - mnie też mogą zdarzyć się pomysły, że posuwałbym Żółtą, kochał się Niebieską (chociaż Dziewczyna tutaj rozgranicza pojęcia "kochać się" i "uprawiać seks") i wykorzystywał Zieloną, czy też dowolną kobietę z tłumu, jaki się widzi na mieście. Ale na tym to się kończy. Do znudzenia będę mówił, że jeśli się kogoś kocha, to rezygnuje się z innych osób. Każdy wyznaję tę zasadę w związku i naprawdę trudno mi jest zaakceptować wątpliwości, jakie ma Dziewczyna. A może nie tyle wątpliwości, co pragnienia. Pragnienia, przed którymi się broni, ale którym może się poddać. Co gorsza, stwierdziła, że ślub niczego by nie wykluczył.
W tym wszystkim myślałem, by przypomnieć o jej ojcu i tym, jak wygląda sytuacja w domu. Ale to były zbyt dotkliwy cios. Musi jednak wiedzieć, do czego może prowadzić postawa życiowa "na sto procent umrę, więc żyję na sto procent". Często bowiem te osoby pod koniec życia zostają w swej samotności nieszczęśliwe.
"Kręcą mnie rzeczy, których Ty nie lubisz."
"Jak na przykład?"
"Drapanie, gryzienie, ostry seks."
Powoli zaczynałem pękać. Niech się stanie, co ma się stać, wyznam jej to...
"Kochanie, jestem facetem, myślisz, że jak lubię to robić?"
"Powolne smakowanie siebie i..."
"Mylisz się." - odparłem krótko.
"Jak to?"
I zacząłem opowiadać, że seks zawsze był dla mnie fascynujący, ale też w pewien sposób straszny. Bałem się, że zostanę posądzony o to, że dupczenie mi tylko w głowie - tak, jak kiedyś to się stało.
"Dlatego zawsze staram się ograniczać, podchodzić na spokojnie do tego." - uniosłem rękę i lekko dotykając ją po barkach i twarzy, ześlizgnąłem się na jej szyję. Nagle zacisnąłem dłoń i zapytałem ciszej, choć mocniej:
"A tak Ci się podoba?"
Dreszcz przeszedł po jej ciele.
I tak oto opowiedzieliśmy sobie o naszych fantazjach. Była lekko zszokowana, że jednak miałem dość dzikie fantazje. I jedną z nich po części tego wieczora spełniłem. Choć i tak czuję się nienasycony, to jednak to, jak robiła mi loda, jak dotykała językiem penisa, kiedy trzymała go w ustach... To było coś niesamowitego.
Wychodząc, zastanawiałem się, jak kontynuować naszą rozmowę. Wiedziałem bowiem, że niestety nie ustaliliśmy jeszcze wszystkich rzeczy. Tym razem jednak będę stanowczy - nie ma gdybania, nie ma zastanawiania się nad rzeczami, które są oczywiste. Albo wybiera nasz związek, albo jednorazową przyjemność.
_________________________________________
♫ Editors - You Don't Know Love
Zaraz, zaraz, ja to już gdzieś kiedyś słyszałem...
Siedziała na łóżku i wzrok jej krążył w okolicach stóp. Raz na jakiś czas podnosiła głowę tylko po to, by zahaczyć wzrokiem o moją głowę, puścić blady uśmiech, który był wymuszony jak cholera, po czym wracała do wcześniejszej pozycji.
To też kiedyś widziałem. Powoli przypominało mi się, z czym to było związane. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy niewidoczna, mikroskopijna szpilka wkłuła się w moje serce, Ona powiedziała:
"Całowałam się z kimś..."
"Poznałam go jakiś czas temu. Naprawdę świetny koleś. Nie myśl, że to Twoja wina, przecież jesteś takim dobrym chłopakiem. Ale musisz wiedzieć, że jestem z nim... Zostaniemy przyjaciółmi?"
Ocknąłem się. Monolog ten na szczęście był echem przeszłości. Nic takiego się teraz nie wydarzyło.
"Myślałam, że powinieneś to wiedzieć..."
"Tak." odrzekłem, po czym przytuliłem ją.
Odkąd dałem zielone światło (po czym je cofnąłem) Ona ma wątpliwości... i chciałaby wykorzystać wolność. Z drugiej strony wie, że to by mnie okropnie bolało i mógłbym mieć wątpliwości odnośnie naszego związku.
A co na to ja?
Naprawdę nie potrafię zrozumieć, jak można pójść do łóżka z kimś, a potem przyjść do partnera, mówiąc, że to było "nic takiego". Nie mówię tutaj o fantazjowaniu. Nie przesadzajmy - mnie też mogą zdarzyć się pomysły, że posuwałbym Żółtą, kochał się Niebieską (chociaż Dziewczyna tutaj rozgranicza pojęcia "kochać się" i "uprawiać seks") i wykorzystywał Zieloną, czy też dowolną kobietę z tłumu, jaki się widzi na mieście. Ale na tym to się kończy. Do znudzenia będę mówił, że jeśli się kogoś kocha, to rezygnuje się z innych osób. Każdy wyznaję tę zasadę w związku i naprawdę trudno mi jest zaakceptować wątpliwości, jakie ma Dziewczyna. A może nie tyle wątpliwości, co pragnienia. Pragnienia, przed którymi się broni, ale którym może się poddać. Co gorsza, stwierdziła, że ślub niczego by nie wykluczył.
W tym wszystkim myślałem, by przypomnieć o jej ojcu i tym, jak wygląda sytuacja w domu. Ale to były zbyt dotkliwy cios. Musi jednak wiedzieć, do czego może prowadzić postawa życiowa "na sto procent umrę, więc żyję na sto procent". Często bowiem te osoby pod koniec życia zostają w swej samotności nieszczęśliwe.
"Kręcą mnie rzeczy, których Ty nie lubisz."
"Jak na przykład?"
"Drapanie, gryzienie, ostry seks."
Powoli zaczynałem pękać. Niech się stanie, co ma się stać, wyznam jej to...
"Kochanie, jestem facetem, myślisz, że jak lubię to robić?"
"Powolne smakowanie siebie i..."
"Mylisz się." - odparłem krótko.
"Jak to?"
I zacząłem opowiadać, że seks zawsze był dla mnie fascynujący, ale też w pewien sposób straszny. Bałem się, że zostanę posądzony o to, że dupczenie mi tylko w głowie - tak, jak kiedyś to się stało.
"Dlatego zawsze staram się ograniczać, podchodzić na spokojnie do tego." - uniosłem rękę i lekko dotykając ją po barkach i twarzy, ześlizgnąłem się na jej szyję. Nagle zacisnąłem dłoń i zapytałem ciszej, choć mocniej:
"A tak Ci się podoba?"
Dreszcz przeszedł po jej ciele.
I tak oto opowiedzieliśmy sobie o naszych fantazjach. Była lekko zszokowana, że jednak miałem dość dzikie fantazje. I jedną z nich po części tego wieczora spełniłem. Choć i tak czuję się nienasycony, to jednak to, jak robiła mi loda, jak dotykała językiem penisa, kiedy trzymała go w ustach... To było coś niesamowitego.
Wychodząc, zastanawiałem się, jak kontynuować naszą rozmowę. Wiedziałem bowiem, że niestety nie ustaliliśmy jeszcze wszystkich rzeczy. Tym razem jednak będę stanowczy - nie ma gdybania, nie ma zastanawiania się nad rzeczami, które są oczywiste. Albo wybiera nasz związek, albo jednorazową przyjemność.
_________________________________________
♫ Editors - You Don't Know Love
2010-09-18
Naciągnięte mięśnie twarzy?
"Wnusiu, oglądałam ostatnio zdjęcia. Byłeś tam na nich. I jak Ty się pięknie uśmiechałeś wtedy. A ostatnio nie widziałam, byś się tak promieniście uśmiechał."
"Może dlatego, że dawno mnie nie widziałaś?" - przełykałem kolejny kęs obiadu.
"Nie, to chyba nie to. Od dłuższego czasu chodzisz taki... wyciszony."
"Pomijając momenty, kiedy wybucham gniewem." - zakpiłem z samego siebie.
"Nie wiem, co się stało..." - słychać było troskę w głosie mojej babci.
"Też nie wiem." - odparłem głosem osoby nieobecnej myślami. Odwróciłem się i uśmiechnąłem się do niej tak serdecznie, jak tylko mogłem. "Chyba nic."
_________________________________________
♫ w tle reklamy w telewizji
"Może dlatego, że dawno mnie nie widziałaś?" - przełykałem kolejny kęs obiadu.
"Nie, to chyba nie to. Od dłuższego czasu chodzisz taki... wyciszony."
"Pomijając momenty, kiedy wybucham gniewem." - zakpiłem z samego siebie.
"Nie wiem, co się stało..." - słychać było troskę w głosie mojej babci.
"Też nie wiem." - odparłem głosem osoby nieobecnej myślami. Odwróciłem się i uśmiechnąłem się do niej tak serdecznie, jak tylko mogłem. "Chyba nic."
_________________________________________
♫ w tle reklamy w telewizji
2010-09-14
Człowiek czynu?
Wczoraj mogłem się wykazać. Otóż Dziewczyna postanowiła przemeblować swój pokój. Rozrysowała rozmieszczenie poszczególnych mebli. Moją rolą było przenoszenie półek, szafek, stolika i łóżka, a nawet odkręcanie drabinek do ćwiczeń. Przy okazji zreperowaliśmy, z Jej dziadkiem, łóżko, które już od dłuższego czasu było rozwalone. Normalnie pełny serwis.
"Czy nie zauważyłeś jednej takiej książki?"
Zdejmując z biblioteczki poszczególne woluminy, rzeczywiście miałem wgląd na to, czym się Dziewczyna interesowała. Czy też wciąż interesuje.
"Niezupełnie."
Czy chodzi jej o książkę o magii, czy może o to, jak efektywnie podrywać?
"Aha. I naprawdę żadna nie była dla Ciebie... intrygująca?"
"Nie podobało mi się to tomisko o magii. No ale wiesz dlaczego."
"Mhm."
Co jakiś czas podchodziła i pytała się, czy wszystko jest OK. Zapewniałem, że tak. Może chodziło jej o mój wyraz twarzy, który był wyprany z emocji. Ale tak właśnie działa na mnie praca przy porządkowaniu - wycisza, uspokaja. No i do tego musiałem wliczyć moją alergię na kurz, którego nie brakowało przy przesuwaniu tych wszystkich klamotów.
W poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i niewątpliwej przyjemności, wracałem do domu.
_________________________________________
♫ Kings of Leon - Use Somebody
"Czy nie zauważyłeś jednej takiej książki?"
Zdejmując z biblioteczki poszczególne woluminy, rzeczywiście miałem wgląd na to, czym się Dziewczyna interesowała. Czy też wciąż interesuje.
"Niezupełnie."
Czy chodzi jej o książkę o magii, czy może o to, jak efektywnie podrywać?
"Aha. I naprawdę żadna nie była dla Ciebie... intrygująca?"
"Nie podobało mi się to tomisko o magii. No ale wiesz dlaczego."
"Mhm."
Co jakiś czas podchodziła i pytała się, czy wszystko jest OK. Zapewniałem, że tak. Może chodziło jej o mój wyraz twarzy, który był wyprany z emocji. Ale tak właśnie działa na mnie praca przy porządkowaniu - wycisza, uspokaja. No i do tego musiałem wliczyć moją alergię na kurz, którego nie brakowało przy przesuwaniu tych wszystkich klamotów.
W poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i niewątpliwej przyjemności, wracałem do domu.
_________________________________________
♫ Kings of Leon - Use Somebody
Półrocznicowy rachunek sumienia?
W poprzednim tygodniu minęło pół roku, odkąd Dziewczyna jest tym, kim jest dla mnie - i to oficjalnie. Nie spodziewałem się, że ten czas tak szybko minie, ale w sumie jestem zadowolony. Jestem z nią szczęśliwy i mam nadzieję, że Ona jest w tym samym stanie wewnętrznym.
Czy coś się zmieniło przez ten czas? Owszem, stałem się miękki, jak na moje standardy. Właściwie to zawsze staram się jej dogadzać, choć widzę, że coraz trudniej przychodzi jej tolerowanie moich niedoskonałości. Nie zostaję jednak dłużny. ;)
Kiedy tak siedziałem na ławce i czekałem na autobus, zdałem sobie sprawę, że jakby nie było, ten związek jest wyjątkowy. Zdawało mi się bowiem, że trwa od zawsze. Odkąd pamiętam, czułem, że znałem ją. To dziwne, tym bardziej, że tak naprawdę mamy krótki staż, ale... nie potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądało moje życie wcześniej. I nie chcę.
"Też Ci coś napisałem." - powiedziałem uśmiechając się lekko. Byłem lekko zatroskany tym, że długopis zaczął odmawiać posłuszeństwa właśnie wtedy, kiedy pisałem jej dedykację. Na ostatniej stronie, tak, by mogła przeczytać ją po ukończeniu lektury książki Mechanizm serca. Trochę to był zakup w ciemno, bo nigdy nie słyszałem o autorze, ale zaufałem swojemu instynktowi.
Dlaczego powiedziałem "też"? Otóż dostałem oprawione zdjęcie, a na drugiej stronie był przepisany wiersz K. I. Gałczyńskiego. Jej piękne krągłości charakteru pisma miażdżył moje koślawe litery ułożone w zdania, które przyszły do głowy niemalże od razu, kiedy tylko pomyślałem o tematyce książki. I o Nas.
Jak przystało na bardzo romantyczną parę, resztę dnia spędziliśmy na graniu w Scrabble. No nie, przesadziłem z tym - po grze, którą wygrała o ponad sto punktów, szepnęła mi do ucha lubieżne zdanie, które przesądziło o tym, że nie będzie rewanżu w układaniu słów. Chyba, że przyjąć dziki seks za pomysł na nowe wyrazy. Te jednak składałyby się tylko z samogłosek.
Na koniec wybraliśmy się do kina. Miałem pomysł, by iść na coś do Kinoteki, bo miałem dobre wspomnienia i zdanie o tym kinie, lecz Dziewczyna i jej brat nastawili się na Multikino. Cóż więc, wybraliśmy się tam.
Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, choć inaczej sobie wyobrażałem koniec dnia - zamiast jakiegoś filmu na odstresowanie się i małej sali z klimatem trafiliśmy na ekranizację kreskówki/anime (nadal nie rozróżniam do którego gatunku podpada, mea culpa) do molocha kinowego.
Jestem do niej przywiązany. I tego się po cichu boję. Ale nic to! Przecież miłość zwycięży wszystko.
... prawda?
_________________________________________
♫ Banach feat. Dziun - Jej piosenka o miłości
Czy coś się zmieniło przez ten czas? Owszem, stałem się miękki, jak na moje standardy. Właściwie to zawsze staram się jej dogadzać, choć widzę, że coraz trudniej przychodzi jej tolerowanie moich niedoskonałości. Nie zostaję jednak dłużny. ;)
Kiedy tak siedziałem na ławce i czekałem na autobus, zdałem sobie sprawę, że jakby nie było, ten związek jest wyjątkowy. Zdawało mi się bowiem, że trwa od zawsze. Odkąd pamiętam, czułem, że znałem ją. To dziwne, tym bardziej, że tak naprawdę mamy krótki staż, ale... nie potrafię sobie wyobrazić, jak wyglądało moje życie wcześniej. I nie chcę.
"Też Ci coś napisałem." - powiedziałem uśmiechając się lekko. Byłem lekko zatroskany tym, że długopis zaczął odmawiać posłuszeństwa właśnie wtedy, kiedy pisałem jej dedykację. Na ostatniej stronie, tak, by mogła przeczytać ją po ukończeniu lektury książki Mechanizm serca. Trochę to był zakup w ciemno, bo nigdy nie słyszałem o autorze, ale zaufałem swojemu instynktowi.
Dlaczego powiedziałem "też"? Otóż dostałem oprawione zdjęcie, a na drugiej stronie był przepisany wiersz K. I. Gałczyńskiego. Jej piękne krągłości charakteru pisma miażdżył moje koślawe litery ułożone w zdania, które przyszły do głowy niemalże od razu, kiedy tylko pomyślałem o tematyce książki. I o Nas.
Jak przystało na bardzo romantyczną parę, resztę dnia spędziliśmy na graniu w Scrabble. No nie, przesadziłem z tym - po grze, którą wygrała o ponad sto punktów, szepnęła mi do ucha lubieżne zdanie, które przesądziło o tym, że nie będzie rewanżu w układaniu słów. Chyba, że przyjąć dziki seks za pomysł na nowe wyrazy. Te jednak składałyby się tylko z samogłosek.
Na koniec wybraliśmy się do kina. Miałem pomysł, by iść na coś do Kinoteki, bo miałem dobre wspomnienia i zdanie o tym kinie, lecz Dziewczyna i jej brat nastawili się na Multikino. Cóż więc, wybraliśmy się tam.
Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, choć inaczej sobie wyobrażałem koniec dnia - zamiast jakiegoś filmu na odstresowanie się i małej sali z klimatem trafiliśmy na ekranizację kreskówki/anime (nadal nie rozróżniam do którego gatunku podpada, mea culpa) do molocha kinowego.
Jestem do niej przywiązany. I tego się po cichu boję. Ale nic to! Przecież miłość zwycięży wszystko.
... prawda?
_________________________________________
♫ Banach feat. Dziun - Jej piosenka o miłości
2010-09-08
Szorstkość, której pragną?
Kiedy patrzę na facetów, którzy kompletnie ignorują, co mówią im partnerki, denerwuję się, że to przez nich powstają łatki, przypinane wszystkim mężczyznom. Że gbury, że nieczuli, że ignoranci.
A co z tymi, którzy nie pasują absolutnie do tych określeń? Pewnie geje. No, biseksualiści w najlepszym wypadku. I że są to ciepłe kluchy, że nie są wsparciem, że to wybryki stworzeni przez stylistów.
I tak naprawdę nie ma niczego pomiędzy. Nie ma tej ziemi niczyjej, gdzie można byłoby żyć bez tych określeń. I duża wina w tym kobiet, które nie wiedzą, czego chcą.
Wystarczy, że zaczną miesiączkować, i od razu z macho facet ma się stać chodzącym i uczynnym plastrem, którego można przyłożyć do każdej rany i w magiczny sposób leczącym najgorsze uszczerbki na zdrowiu. Nie muszę mówić, że w większości przypadków taka kobieta musiałaby sobie znaleźć dwóch facetów. A właściwie to trzech, bo ta "galareta" nic nie zarobi, bo będzie wzdychać całymi dniami do wybranki serca, a macho kasę zarobioną wyda na alkohol i dziwki, czasami przypominając sobie o lasce, którą zostawił w domu. Trzeci to ten logiczny, przynoszący pieniądze.
I ja, w tym miejscu się pytam...
JAK WY TAK, KURWA, MOŻECIE?!
Tyle, odnośnie przemyśleń o Was, drogie czytelniczki. A faceci? Lepiej chyba, żeby był szorstki - wtedy przynajmniej nie odmówią mu "męskości".
_________________________________________
♫ Normalsi - Łajza
A co z tymi, którzy nie pasują absolutnie do tych określeń? Pewnie geje. No, biseksualiści w najlepszym wypadku. I że są to ciepłe kluchy, że nie są wsparciem, że to wybryki stworzeni przez stylistów.
I tak naprawdę nie ma niczego pomiędzy. Nie ma tej ziemi niczyjej, gdzie można byłoby żyć bez tych określeń. I duża wina w tym kobiet, które nie wiedzą, czego chcą.
Wystarczy, że zaczną miesiączkować, i od razu z macho facet ma się stać chodzącym i uczynnym plastrem, którego można przyłożyć do każdej rany i w magiczny sposób leczącym najgorsze uszczerbki na zdrowiu. Nie muszę mówić, że w większości przypadków taka kobieta musiałaby sobie znaleźć dwóch facetów. A właściwie to trzech, bo ta "galareta" nic nie zarobi, bo będzie wzdychać całymi dniami do wybranki serca, a macho kasę zarobioną wyda na alkohol i dziwki, czasami przypominając sobie o lasce, którą zostawił w domu. Trzeci to ten logiczny, przynoszący pieniądze.
I ja, w tym miejscu się pytam...
JAK WY TAK, KURWA, MOŻECIE?!
Tyle, odnośnie przemyśleń o Was, drogie czytelniczki. A faceci? Lepiej chyba, żeby był szorstki - wtedy przynajmniej nie odmówią mu "męskości".
_________________________________________
♫ Normalsi - Łajza
2010-09-07
Przypadkowe spotkanie?
Nie wiem, co mam takiego w sobie, że przyciągam osoby lubiące alkohol.
Podszedł do mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Kompletnie anonimowa osoba, nawet nie znam jej imienia. I pewnie już nigdy nie poznam, bo nigdy się nie zobaczymy.
Zadał pytanie, ale w sumie widziałem, że nie o to mu chodzi.. I tak też zaczęła się rozmowa.
"Bo wie pan, ja to umiem przepychać rury..." - puścił mi porozumiewawcze spojrzenie.
"No to świetnie, myślę, że każdy na pana miejscu byłby zadowolony." - zaśmiałem się speszony. Miałem przecież notkę do napisania. Bardzo, bardzo ważną.
"No, ja myślę, że każdy facet tak umie. Pan pewnie też. I pomógłby pan każdej kobiecie w potrzebie."
"Mmm... tak, myślę, że... powiedzmy, że tak." - zmieszałem się. Właśnie o tym piszę. Piszę, że bym tego nie robił. Nie chciałem jednak przedłużać naszego dialogu, a tym bardziej prowadzić dysput na temat wierności. Chciałem tylko, żeby sobie poszedł.
"Już idę... Ale powiem panu jeszcze jedną rzecz."
"Tak?"
"Wie pan, dlaczego tutaj jestem?"
"To znaczy?"
"To znaczy - dlaczego z panem rozmawiam? Dlaczego podszedłem i zapytałem z początku?"
Milczałem, patrząc się prosto w jego oczy.
"Bo widziałem, że pan pisał coś na tym komputerku... i wydawał się pan taki smutny."
Podał mi tylko dłoń, życząc wszystkiego dobrego, pomyślności, zdrowia i tym podobnych rzeczy, po czym odszedł szybkim krokiem.
A ja zostałem, siedząc i myśląc nad tym, ile jest dobra w człowieku.
_________________________________________
♫ N/A
Podszedł do mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Kompletnie anonimowa osoba, nawet nie znam jej imienia. I pewnie już nigdy nie poznam, bo nigdy się nie zobaczymy.
Zadał pytanie, ale w sumie widziałem, że nie o to mu chodzi.. I tak też zaczęła się rozmowa.
"Bo wie pan, ja to umiem przepychać rury..." - puścił mi porozumiewawcze spojrzenie.
"No to świetnie, myślę, że każdy na pana miejscu byłby zadowolony." - zaśmiałem się speszony. Miałem przecież notkę do napisania. Bardzo, bardzo ważną.
"No, ja myślę, że każdy facet tak umie. Pan pewnie też. I pomógłby pan każdej kobiecie w potrzebie."
"Mmm... tak, myślę, że... powiedzmy, że tak." - zmieszałem się. Właśnie o tym piszę. Piszę, że bym tego nie robił. Nie chciałem jednak przedłużać naszego dialogu, a tym bardziej prowadzić dysput na temat wierności. Chciałem tylko, żeby sobie poszedł.
"Już idę... Ale powiem panu jeszcze jedną rzecz."
"Tak?"
"Wie pan, dlaczego tutaj jestem?"
"To znaczy?"
"To znaczy - dlaczego z panem rozmawiam? Dlaczego podszedłem i zapytałem z początku?"
Milczałem, patrząc się prosto w jego oczy.
"Bo widziałem, że pan pisał coś na tym komputerku... i wydawał się pan taki smutny."
Podał mi tylko dłoń, życząc wszystkiego dobrego, pomyślności, zdrowia i tym podobnych rzeczy, po czym odszedł szybkim krokiem.
A ja zostałem, siedząc i myśląc nad tym, ile jest dobra w człowieku.
_________________________________________
♫ N/A
Wszystko dla wolności?
Na świecie są dwa typy ludzi - ci, którzy uważają, że najważniejsza jest wolność, i ci, którzy agitują równość. Ja należę do tego pierwszego typu, chociaż i równość wydaje mi się ważna. To proste - jeśli jest wolność, jest i równość - jesteśmy bowiem równi w wolności.
Ona chce wiedzieć, jak to jest uprawiać seks z kimś innym. Na to początkowo się nie zgadzałem. Ale ostatnio nie układało się między nami i pomyślałem, że może jestem zbyt... surowy? samolubny? Cokolwiek jest nie tak, na pewno jest to związane ze mną. Dlatego też doszło do naszej ostatniej rozmowy.
Kiedy zaczynałem mówić, czułem się, jakbym połykał pogięte szpilki. Słowa przychodziły ciężko, tym bardziej, że nie chciałem, żeby zrozumiała którekolwiek ze zdań na opak. Po dojściu do sedna i przekazaniu wieści, że się poddaję i zgadzam na to, by mogła spać z innymi, szpilki zamieniły się w spaghetti z drutu kolczastego, żyletek i kwasu solnego. Tak bardzo nie wiedziałem, co powiedzieć, że w połowie wątku zagubiłem się. Bałem się też, że gdy to wszystko powiem, uśmiechnie się. Uśmiechnie się i powie, że dziękuje, rozumie, jak bardzo ciężka to musiała być dla mnie decyzja i tym bardziej cieszy się, że w końcu dałem jej wolną rękę. Ale to, co zobaczyłem, było chyba bardziej przerażające. Kompletnie zmieszałem ją moim nagłym wyznaniem. Twarz przybrała pozę bólu połączoną ze smutkiem.
"Ty kretynie, zobacz, co żeś uczynił!" - krzyczałem na siebie w myślach.
Przed wyjściem do niej, zastanawiałem się, jak i dlaczego powinienem jej to powiedzieć. Po prostu chciałem z nią o tym porozmawiać, ale naprawdę nie wiedziałem, jak przekazać wszystkie moje obawy. Że gdyby zaczęła kochać się z kim tylko by chciała, prawdopodobnie straciłaby moje oddziaływanie na jej ciało. Sama mi często mówi, że gdy jej dotykam, przechodzi ją mieszanina ciarek, gęsiej skórki i innych przyjemnych dreszczy. A gdyby jej ciało byłoby w "obiegu", podejrzewam, że spowszedniałby jej ten dotyk. Seks stałby się rzeczą mechaniczną.
"Spójrzmy prawdzie w oczy - jeśli to powiesz, będziesz miał wymówkę, gdybyś to Ty zdradził."
Zmarszczyłem czoło. Nie lubiłem tego głosu wewnętrznego, który mówił, że wszystkie rzeczy złe, które mnie otaczają mają początek we mnie.
"Wolność..." - zacząłem - "... jest bardzo ważna, tak jak doświadczenie. I nie miałbym chyba nic przeciwko, gdyby się okazało, że spała z kimś przede mną. Ale wolność często wiąże się z samotnością - bo nikt nie powinien ograniczać nikogo, czyż nie?" Zrobiłem pauzę na oddech, głęboki. I kolejny. "Jeśli więc chce wolności, będzie musiała zrezygnować ze mnie. Tak, jak ja zrezygnowałem z wolności, łącząc się z nią."
"Myślisz, że doceniła to?" - powiedział inny głos. Tego też znam. Był tu opisywany. Ale mniejsza o to.
"Owszem, myślę, że zdała sobie sprawę z tego. Może nawet pójdzie w moje ślady."
Przytuliłem ją. Powiedziała, że jeśli związek składa się z dwójki ludzi, to pojawienie się kolejnych zwiastuje problemy. Przytaknąłem, próbując zamazać słowa wypowiedziane przeze mnie przed chwilą. Nie, nie chcę, byś się kochała z innymi. Do diaska, zabraniam! Nie, nie, nie!
"A co, jeśli jednak skorzysta z Twojej łaski? Co, jeśli znajdzie kogoś, kto będzie się lepiej kochał, niż Ty? A co, jeśli oprócz seksu obdarzy ją bardzo dużym uczuciem, będzie bogaty, kupował jej prezenty, dawał dobitnie znać, że się stara bo będzie na tyle sprytny, by wiedzieć, że tego chcą kobiety? Co wtedy?" - jad wsiąkający niby przez ucho zadziałał na nerw prawego oka. Poczułem ukłucie, a łzy zebrały się nadmiernie w kącikach oczu.
"Wtedy istnieje możliwość, że odejdzie." - powiedziałem w duchu, choć nie chciałem, by ten wariant kiedykolwiek się sprawdził...
Tytuł wpisu nawiązuje do tytułu artykułu z pewnego magazynu. W dniu dzisiejszym, w autobusie, ktoś czytał coś. Nie wiem co, bo nie widziałem okładki. Wychodząc, spojrzałem przelotnie na aktualną stronę. Na białym tle jedna, czarna sylwetka kobiety skulonej, w kuckach siedzącej. Bardzo wymowne, szczególnie, że litery artykułu nie wydawały się dodawać jej, jako kompani, otuchy.
_________________________________________
♫ Normalsi - Nie ma mowy | Normalsi - Patologia
Ona chce wiedzieć, jak to jest uprawiać seks z kimś innym. Na to początkowo się nie zgadzałem. Ale ostatnio nie układało się między nami i pomyślałem, że może jestem zbyt... surowy? samolubny? Cokolwiek jest nie tak, na pewno jest to związane ze mną. Dlatego też doszło do naszej ostatniej rozmowy.
Kiedy zaczynałem mówić, czułem się, jakbym połykał pogięte szpilki. Słowa przychodziły ciężko, tym bardziej, że nie chciałem, żeby zrozumiała którekolwiek ze zdań na opak. Po dojściu do sedna i przekazaniu wieści, że się poddaję i zgadzam na to, by mogła spać z innymi, szpilki zamieniły się w spaghetti z drutu kolczastego, żyletek i kwasu solnego. Tak bardzo nie wiedziałem, co powiedzieć, że w połowie wątku zagubiłem się. Bałem się też, że gdy to wszystko powiem, uśmiechnie się. Uśmiechnie się i powie, że dziękuje, rozumie, jak bardzo ciężka to musiała być dla mnie decyzja i tym bardziej cieszy się, że w końcu dałem jej wolną rękę. Ale to, co zobaczyłem, było chyba bardziej przerażające. Kompletnie zmieszałem ją moim nagłym wyznaniem. Twarz przybrała pozę bólu połączoną ze smutkiem.
"Ty kretynie, zobacz, co żeś uczynił!" - krzyczałem na siebie w myślach.
Przed wyjściem do niej, zastanawiałem się, jak i dlaczego powinienem jej to powiedzieć. Po prostu chciałem z nią o tym porozmawiać, ale naprawdę nie wiedziałem, jak przekazać wszystkie moje obawy. Że gdyby zaczęła kochać się z kim tylko by chciała, prawdopodobnie straciłaby moje oddziaływanie na jej ciało. Sama mi często mówi, że gdy jej dotykam, przechodzi ją mieszanina ciarek, gęsiej skórki i innych przyjemnych dreszczy. A gdyby jej ciało byłoby w "obiegu", podejrzewam, że spowszedniałby jej ten dotyk. Seks stałby się rzeczą mechaniczną.
"Spójrzmy prawdzie w oczy - jeśli to powiesz, będziesz miał wymówkę, gdybyś to Ty zdradził."
Zmarszczyłem czoło. Nie lubiłem tego głosu wewnętrznego, który mówił, że wszystkie rzeczy złe, które mnie otaczają mają początek we mnie.
"Wolność..." - zacząłem - "... jest bardzo ważna, tak jak doświadczenie. I nie miałbym chyba nic przeciwko, gdyby się okazało, że spała z kimś przede mną. Ale wolność często wiąże się z samotnością - bo nikt nie powinien ograniczać nikogo, czyż nie?" Zrobiłem pauzę na oddech, głęboki. I kolejny. "Jeśli więc chce wolności, będzie musiała zrezygnować ze mnie. Tak, jak ja zrezygnowałem z wolności, łącząc się z nią."
"Myślisz, że doceniła to?" - powiedział inny głos. Tego też znam. Był tu opisywany. Ale mniejsza o to.
"Owszem, myślę, że zdała sobie sprawę z tego. Może nawet pójdzie w moje ślady."
Przytuliłem ją. Powiedziała, że jeśli związek składa się z dwójki ludzi, to pojawienie się kolejnych zwiastuje problemy. Przytaknąłem, próbując zamazać słowa wypowiedziane przeze mnie przed chwilą. Nie, nie chcę, byś się kochała z innymi. Do diaska, zabraniam! Nie, nie, nie!
"A co, jeśli jednak skorzysta z Twojej łaski? Co, jeśli znajdzie kogoś, kto będzie się lepiej kochał, niż Ty? A co, jeśli oprócz seksu obdarzy ją bardzo dużym uczuciem, będzie bogaty, kupował jej prezenty, dawał dobitnie znać, że się stara bo będzie na tyle sprytny, by wiedzieć, że tego chcą kobiety? Co wtedy?" - jad wsiąkający niby przez ucho zadziałał na nerw prawego oka. Poczułem ukłucie, a łzy zebrały się nadmiernie w kącikach oczu.
"Wtedy istnieje możliwość, że odejdzie." - powiedziałem w duchu, choć nie chciałem, by ten wariant kiedykolwiek się sprawdził...
Tytuł wpisu nawiązuje do tytułu artykułu z pewnego magazynu. W dniu dzisiejszym, w autobusie, ktoś czytał coś. Nie wiem co, bo nie widziałem okładki. Wychodząc, spojrzałem przelotnie na aktualną stronę. Na białym tle jedna, czarna sylwetka kobiety skulonej, w kuckach siedzącej. Bardzo wymowne, szczególnie, że litery artykułu nie wydawały się dodawać jej, jako kompani, otuchy.
_________________________________________
♫ Normalsi - Nie ma mowy | Normalsi - Patologia
2010-09-04
Zwierze stadne?
Nowe buty kupione, ubranie przyszykowane - można więc wyjść do ludzi.
"O, cześć, Przedostatni. Zapuściłeś brodę..." powiedziała niska dziewczyna. Uśmiechnąłem się, bowiem lubiłem, jeśli ludzi podzielali moje zdanie o zaroście. "... w końcu." dodała z przekąsem rozmówczyni.
"Mój Boże, Przedostatni... Czy ktoś umarł?" zapytał chłopak, którego już dawno nie widziałem. Ze zdziwioną miną pokręciłem przecząco głową i grymasem zadałem pytanie skąd ten pomysł. "No bo jestem ogolony." skwitował nasz dialog inny kumpel. Wszyscy trzej zaśmialiśmy się szczerze.
Gdy dotarliśmy dość dużą grupą do klubu, chłopak od "nieboszczyka" spojrzał na mnie, trzymającego Dziewczynę pod ramię i całującego ją. Teraz była jego pora na zadanie niemego pytania mięśniami twarzy. W odpowiedzi tylko uśmiechnąłem się i odparłem "długa historia, najwidoczniej nie jesteś w temacie". "Niestety nie jestem... skarbie." odciął się, nawiązując do tego, iż Dziewczyna cały czas tak się do mnie zwracała.
Wystarczy, że spotkam się z odpowiednimi ludźmi, takimi, którzy wyzwalają energię twórczą, a kreatywność ma zaczyna budzić się ze stanu uśpienia i w natłoku pomysłów wyrzucam z siebie coraz to dziwniejsze pomysły.
Po 19. udaliśmy się do metra, ponieważ Dziewczyna była umówiona na spotkanie ze swoimi znajomymi. Co prawda znałem całkiem sporą ilość ziomków mojej lubej, akurat na tym spotkaniu miało być mało tych, których lubię. Z bólem serca bowiem przyznaję, że nie mogę za nic w świecie zrozumieć kogoś, kto nienawidzi ludzi innej orientacji, koloru skóry czy wyznania. Dla mnie to typ betonu, przez którego nie mam zamiaru się przebijać.
Skończyło się na tym, że udaliśmy się do parku niedaleko pomnika Jazdy Polskiej. Natłok słów otaczał nas ze wszystkich stron, a ja powoli zdawałem sobie sprawę, że tam nie pasuję. Owszem, potrafiłem odegrać się, gdy jakieś złośliwości padały czy to w moim, czy to Dziewczyny kierunku, ale większość po prostu olewałem.
"Chciałbym ją... obronić." powiedziałem w końcu do niego. "Przed wszystkim... absolutnie wszystkim... co mogłoby ją... zaatakować." cedziłem słowa, dobierając te najbardziej pasujące do sytuacji.
"Jeśli ją kochasz, będąc nawet kompletnie sceptycznym, będziesz mógł ją wybronić przed poważniejszymi przypadkami." zapewnił mnie. "A jeśli chcesz znaleźć odpowiedź na jakieś pytaniem, które Ciebie nurtuje... wiesz, gdzie mnie znaleźć."
"Kim jestem i czy jestem do tego przystosowany z... natury?" zadałem je sobie w duchu.
Powrót był ciężki. Czułem się źle - przez to, że nie mogłem odnaleźć wspólnego języka, że było tak kurwesko zimno i że nie byłem pewny, co Dziewczyna myśli o mnie. I o nas.
_________________________________________
♫ Poets of the Fall - The Ultimate Fling
"O, cześć, Przedostatni. Zapuściłeś brodę..." powiedziała niska dziewczyna. Uśmiechnąłem się, bowiem lubiłem, jeśli ludzi podzielali moje zdanie o zaroście. "... w końcu." dodała z przekąsem rozmówczyni.
"Mój Boże, Przedostatni... Czy ktoś umarł?" zapytał chłopak, którego już dawno nie widziałem. Ze zdziwioną miną pokręciłem przecząco głową i grymasem zadałem pytanie skąd ten pomysł. "No bo jestem ogolony." skwitował nasz dialog inny kumpel. Wszyscy trzej zaśmialiśmy się szczerze.
Gdy dotarliśmy dość dużą grupą do klubu, chłopak od "nieboszczyka" spojrzał na mnie, trzymającego Dziewczynę pod ramię i całującego ją. Teraz była jego pora na zadanie niemego pytania mięśniami twarzy. W odpowiedzi tylko uśmiechnąłem się i odparłem "długa historia, najwidoczniej nie jesteś w temacie". "Niestety nie jestem... skarbie." odciął się, nawiązując do tego, iż Dziewczyna cały czas tak się do mnie zwracała.
Wystarczy, że spotkam się z odpowiednimi ludźmi, takimi, którzy wyzwalają energię twórczą, a kreatywność ma zaczyna budzić się ze stanu uśpienia i w natłoku pomysłów wyrzucam z siebie coraz to dziwniejsze pomysły.
Po 19. udaliśmy się do metra, ponieważ Dziewczyna była umówiona na spotkanie ze swoimi znajomymi. Co prawda znałem całkiem sporą ilość ziomków mojej lubej, akurat na tym spotkaniu miało być mało tych, których lubię. Z bólem serca bowiem przyznaję, że nie mogę za nic w świecie zrozumieć kogoś, kto nienawidzi ludzi innej orientacji, koloru skóry czy wyznania. Dla mnie to typ betonu, przez którego nie mam zamiaru się przebijać.
Skończyło się na tym, że udaliśmy się do parku niedaleko pomnika Jazdy Polskiej. Natłok słów otaczał nas ze wszystkich stron, a ja powoli zdawałem sobie sprawę, że tam nie pasuję. Owszem, potrafiłem odegrać się, gdy jakieś złośliwości padały czy to w moim, czy to Dziewczyny kierunku, ale większość po prostu olewałem.
"Chciałbym ją... obronić." powiedziałem w końcu do niego. "Przed wszystkim... absolutnie wszystkim... co mogłoby ją... zaatakować." cedziłem słowa, dobierając te najbardziej pasujące do sytuacji.
"Jeśli ją kochasz, będąc nawet kompletnie sceptycznym, będziesz mógł ją wybronić przed poważniejszymi przypadkami." zapewnił mnie. "A jeśli chcesz znaleźć odpowiedź na jakieś pytaniem, które Ciebie nurtuje... wiesz, gdzie mnie znaleźć."
"Kim jestem i czy jestem do tego przystosowany z... natury?" zadałem je sobie w duchu.
Powrót był ciężki. Czułem się źle - przez to, że nie mogłem odnaleźć wspólnego języka, że było tak kurwesko zimno i że nie byłem pewny, co Dziewczyna myśli o mnie. I o nas.
_________________________________________
♫ Poets of the Fall - The Ultimate Fling
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)